Od pewnego czasu wydaję mi się, że wszystkie moje koleżanki te młodsze a już tym bardziej te starsze, mają dzieci, zaręczają się, albo biorą śluby...
Mój facebook się starzeje.
Ja się starzeje?
W tym roku stuknie mi 26, nie 22... 26! to taka duża liczba.
Niekoniecznie mi się to podoba, jestem chyba jedną z tych kobiet które nie radzą sobie z czasem, i tym, że co roku (bez wyjątku do cholery!) mają o ten rok więcej.
Postęp i tak już nastąpił, ponieważ ze swoim księciem na białym koniu zamieszkałam.
Czy apetyt rośnie w miarę jedzenia?
Z racji tego, że nagle wszyscy mają dzieci, te zdjęcia ślubne w plenerze to czy nagle zapragnełam tego co one?
Najgorsze jest to, że czuję się w obowiązku "polubić" każde nowe wielkie wydarzenie u znajomych, z którymi nawet nie utrzymuję kontaktu, rozmawiałam z niektórymi jakieś 7 lat temu, i tak naprawdę to I don't give a shit czy to pierwsze czy siódme dziecko.
Ci którzy stanowią dla mnie jakąś ważną część mojego życia pogratuluję prywatnie.
Zamiast planować ślub oglądam Vansy dzieciaków z kolonii. I chce takie same!
Mam za dużo lat jak na swój wiek!
A może po prostu im wszystkim zazdroszczę?
czwartek, 14 marca 2013
sobota, 2 marca 2013
18. bez masła nie ma obiadu
Jakiś tydzień temu brakło oleju, już o maśle nie wspomnę bo to mieliśmy dwa razy...
Sobota, chata odsprzątana, czas na obiad. Marchewka z groszkiem, może taka duszona- nie ma masła, no to może pierogi takie odgrzane na patelni- nie ma oleju, nie ma masła, naleśniki?- olej.
Mam jednego fileta, i paluszka rybnego, no i tą marchewkę z groszkiem, i czaruj.
chciałabym mieć pieska.
nałogowo oglądam sex w wielkim mieście.
mop obrotowy to boski wynalazek.
tracę pracę a do sklepów wchodzą wiosenne kolekcje.
zakochalam się w naszyjnikach. wszystkich, różnych.
Sobota, chata odsprzątana, czas na obiad. Marchewka z groszkiem, może taka duszona- nie ma masła, no to może pierogi takie odgrzane na patelni- nie ma oleju, nie ma masła, naleśniki?- olej.
Mam jednego fileta, i paluszka rybnego, no i tą marchewkę z groszkiem, i czaruj.
chciałabym mieć pieska.
nałogowo oglądam sex w wielkim mieście.
mop obrotowy to boski wynalazek.
tracę pracę a do sklepów wchodzą wiosenne kolekcje.
zakochalam się w naszyjnikach. wszystkich, różnych.
niedziela, 17 lutego 2013
18. śmierć laptopa i walentynki
Gdy psuje się komputer wszystko zaczyna robić się nudne. Powrót z pracy do domu, kiedy masz dosłownie chwilę zanim położysz się spać a tu komputera nie ma, na mp3 tylko one direction, a telewizja jest w paski, bo inaczej się ustawić nie da (nie oczekujmy cudów).
Chłopak ma dużo zajęć na swoim laptopie, a ja siedzę i nie wiem co robić, bo nie mam ani grama siły na sprzątanie, czy podobne czynności...
Mój laptop pewnego dnia odmówił posłuszeństwa, zbuntował się i ekran postanowił się nie zaświecić.
No to z okazji prawie już utraty pracy postanowilam kupić najdroższy komputer z możliwych do wyboru, a co tam pierdziele jeść nie muszę...
Mój Air ma dokładnie kilka godzin i nie myślałam,że będę się mogła zakochać w czymś innym niż sukienka, buty, czy torebka... a tu taki psikus. Kocham mojego laptopa od momentu kiedy zerwałam z niego folię zabezpieczającą.
Żeby nie było, że straciłam swą kobiecą naturę to jestem ostatnio zakochana w naszyjnikach. Mogą być duże, neonowe, ćwiekowane... a najlepiej wszystko w jednym. Kocham też wszelkiego rodzaju produkty do kąpieli, może dlatego , że to forma relaksu po pracy która najbardziej mi pomaga. Zaczełam dbać o włosy, bo od lipca wypadają mi garściami, i o dziwo obcięcie 3/4 nic a nic nie dało.
Muszę uzupełnić zapasy domowe w nowe świeczki zapachowe, bo mam jedną na dodatek świąteczną, nie dopite grzane wino, i generalnie mogę ubrać czapkę świętego mikołaja i rozdawać prezenty!
Kocham obrusy! szczególnie ten nowy pomarańczowy, i ten tydzień starszy w muffinki, i ten dwa tygodnie starszy w wielkie gruszki!
Walentynki. Zawsze mówiłam, że my to nie obchodzimy tego święta, po czym zorientowałam się, że zawsze coś dostawałam, a to czekoladki, a to, coś tam, i pomyślałam, że w tym roku po raz pierwszy i ja dam prezent. Zaparzacz do kawy wydawał się idealnym prezentem, więc tak też zrobiłam i go kupiłam.
Myślałam, że mój chłopak da mi czekoladę, ucałuje i już.
Wracając po pracy, nie do końca świeża, w leginsach z dziurą na dupie, którą staram się zakryć koszulką, starej bluzie całej w małe nitki, i z wczorajszymi włosami, doznałam szoku!
Mój chłopak stał w koszuli, zaprosił mnie do pokoju, gdzie stały już kieliszki, wino, i rózowy tulipan, świeca a ja czekałam na obiad.
Włoski makaron, z sosem pomidorowym, z włoskimi czarnymi oliwkami. Zatkało mnie.
Zawsze uważałam, że mój chłopak chociaż uroczy to niezbyt romantyczny. Teraz ma przerąbane bo wiem, że potrafi i to JAK.
Chłopak ma dużo zajęć na swoim laptopie, a ja siedzę i nie wiem co robić, bo nie mam ani grama siły na sprzątanie, czy podobne czynności...
Mój laptop pewnego dnia odmówił posłuszeństwa, zbuntował się i ekran postanowił się nie zaświecić.
No to z okazji prawie już utraty pracy postanowilam kupić najdroższy komputer z możliwych do wyboru, a co tam pierdziele jeść nie muszę...
Mój Air ma dokładnie kilka godzin i nie myślałam,że będę się mogła zakochać w czymś innym niż sukienka, buty, czy torebka... a tu taki psikus. Kocham mojego laptopa od momentu kiedy zerwałam z niego folię zabezpieczającą.
Żeby nie było, że straciłam swą kobiecą naturę to jestem ostatnio zakochana w naszyjnikach. Mogą być duże, neonowe, ćwiekowane... a najlepiej wszystko w jednym. Kocham też wszelkiego rodzaju produkty do kąpieli, może dlatego , że to forma relaksu po pracy która najbardziej mi pomaga. Zaczełam dbać o włosy, bo od lipca wypadają mi garściami, i o dziwo obcięcie 3/4 nic a nic nie dało.
Muszę uzupełnić zapasy domowe w nowe świeczki zapachowe, bo mam jedną na dodatek świąteczną, nie dopite grzane wino, i generalnie mogę ubrać czapkę świętego mikołaja i rozdawać prezenty!
Kocham obrusy! szczególnie ten nowy pomarańczowy, i ten tydzień starszy w muffinki, i ten dwa tygodnie starszy w wielkie gruszki!
Walentynki. Zawsze mówiłam, że my to nie obchodzimy tego święta, po czym zorientowałam się, że zawsze coś dostawałam, a to czekoladki, a to, coś tam, i pomyślałam, że w tym roku po raz pierwszy i ja dam prezent. Zaparzacz do kawy wydawał się idealnym prezentem, więc tak też zrobiłam i go kupiłam.
Myślałam, że mój chłopak da mi czekoladę, ucałuje i już.
Wracając po pracy, nie do końca świeża, w leginsach z dziurą na dupie, którą staram się zakryć koszulką, starej bluzie całej w małe nitki, i z wczorajszymi włosami, doznałam szoku!
Mój chłopak stał w koszuli, zaprosił mnie do pokoju, gdzie stały już kieliszki, wino, i rózowy tulipan, świeca a ja czekałam na obiad.
Włoski makaron, z sosem pomidorowym, z włoskimi czarnymi oliwkami. Zatkało mnie.
Zawsze uważałam, że mój chłopak chociaż uroczy to niezbyt romantyczny. Teraz ma przerąbane bo wiem, że potrafi i to JAK.
poniedziałek, 28 stycznia 2013
17. batman fail
K: mamy tyle brudnych garów? ja zaraz idę spać i nie pozmywam.
D: ja pozmywam.
K. ...ale! jakim cudem ich nie widziałam, przeciez bym pozmywała!?
D: taki z ciebie lipny batman (patrzy na jej koszulkę)
K: już lepiej by było dla ciebie jakbyś powiedział, że jestem gruba...
D: ja pozmywam.
K. ...ale! jakim cudem ich nie widziałam, przeciez bym pozmywała!?
D: taki z ciebie lipny batman (patrzy na jej koszulkę)
K: już lepiej by było dla ciebie jakbyś powiedział, że jestem gruba...
piątek, 25 stycznia 2013
16.
K: Nie zbliżaj się! Bo się wysmarowałam taką "rybką" a to bardzo śmierdzi.
D: (wącha)
K: I jak?
D: Hmmm... to pachnie jakby ktoś napierdział do miodu.
Z racji ciężkiej zimy pod względem chorobowym nie mogło zabraknąć problemów żołądkowych oraz migreny. dziękuję.
Idę na siłownię z mama. Skoro wszyscy dookoła pytają: ej, przytyłaś?
to mam ochotę krzyknąć: TAK! NIE! CO CIĘ TO OBCHODZI! Pilnuj swojej wielkiej dupy i zostaw moją w spokoju!
Uf.
D: (wącha)
K: I jak?
D: Hmmm... to pachnie jakby ktoś napierdział do miodu.
Z racji ciężkiej zimy pod względem chorobowym nie mogło zabraknąć problemów żołądkowych oraz migreny. dziękuję.
Idę na siłownię z mama. Skoro wszyscy dookoła pytają: ej, przytyłaś?
to mam ochotę krzyknąć: TAK! NIE! CO CIĘ TO OBCHODZI! Pilnuj swojej wielkiej dupy i zostaw moją w spokoju!
Uf.
niedziela, 6 stycznia 2013
15.
Jakim cholernym cudem znowu jestem chora? Jak?
Siedzę w bluzie mojego D, pod dwoma kocami.
Nie to żebym w sobotę nie poszła do pracy przez dziwny ból w klatce piersiowej coś jakby od nerwów podobno, ale taki ból może się pojawić od miliona innych rzecz też. Czym się tak zestresowałam? Nie wiem. Leżałam jak królowa w łóżku, w domu rodziców, mama przyniosła mi 3 róźne rodzaje napojów, podała jedzenie (bo już wtedy odrobinkę mnie brało przeziębienie), czekałam na Władcę Pierścieni w naszej zacnej telewizji i BUM! Jak mnie nie złapie o 20.00 tak jęczeć i zwijać się przestałam po 2.
Zima to nigdy nie był dobry czas dla mojego organizmu, a teraz jeszcze mieszkam z osobą która zaraża się katarem po 5 sekundach, więc... Dobrali się!
I wracając leżę tak obolała, zaślimana, kaszlę sobie na monitor i ledwo żyję...
D. miał robić obiad, miała być pomidorowa, bo ja lubię, a on nie, miała być z penne ale ja nie lubię bo wolę z nitkami,t o będzie z nitkami... Po czym się okazalo, że mój najcudowniejszy chłopak na świecie nie umie zrobić zupy z kostki rosołowej i musiał sobie wgooglować:
D(wpisując w googole): Jak zrobić zupę pomidorową z bulionu
B: Nie mamy bulionu, mamy kostki tylko
D(wpisując w google): Jak zrobić zupę pomidorową z kostki
Mama zadzwoniła z pytaniem czy nie chcemy obiadu, bo tata może przywieźć- hura!
American horror story przyprawia mnie o ciarki, a nie mogę przestać oglądać...
Idę na Hobbita z mamą, po raz drugi!
Idę na siłkę (ale może jak już wyzdrowieję)
Kupiłabym sobie coś ładnego.
Nie rozumiem ludzi którzy mając katar nie czują nic, i nie chce im się jeść. Ja jak slowo daję mam ochotę wtedy na wszystko. Pizza, a potem naleśniki z czekoladą, to tak na teraz. A potem jakąś ciabbatkę z warzywami i mozzarella...
Źle się czuję.
Siedzę w bluzie mojego D, pod dwoma kocami.
Nie to żebym w sobotę nie poszła do pracy przez dziwny ból w klatce piersiowej coś jakby od nerwów podobno, ale taki ból może się pojawić od miliona innych rzecz też. Czym się tak zestresowałam? Nie wiem. Leżałam jak królowa w łóżku, w domu rodziców, mama przyniosła mi 3 róźne rodzaje napojów, podała jedzenie (bo już wtedy odrobinkę mnie brało przeziębienie), czekałam na Władcę Pierścieni w naszej zacnej telewizji i BUM! Jak mnie nie złapie o 20.00 tak jęczeć i zwijać się przestałam po 2.
Zima to nigdy nie był dobry czas dla mojego organizmu, a teraz jeszcze mieszkam z osobą która zaraża się katarem po 5 sekundach, więc... Dobrali się!
I wracając leżę tak obolała, zaślimana, kaszlę sobie na monitor i ledwo żyję...
D. miał robić obiad, miała być pomidorowa, bo ja lubię, a on nie, miała być z penne ale ja nie lubię bo wolę z nitkami,t o będzie z nitkami... Po czym się okazalo, że mój najcudowniejszy chłopak na świecie nie umie zrobić zupy z kostki rosołowej i musiał sobie wgooglować:
D(wpisując w googole): Jak zrobić zupę pomidorową z bulionu
B: Nie mamy bulionu, mamy kostki tylko
D(wpisując w google): Jak zrobić zupę pomidorową z kostki
Mama zadzwoniła z pytaniem czy nie chcemy obiadu, bo tata może przywieźć- hura!
American horror story przyprawia mnie o ciarki, a nie mogę przestać oglądać...
Idę na Hobbita z mamą, po raz drugi!
Idę na siłkę (ale może jak już wyzdrowieję)
Kupiłabym sobie coś ładnego.
Nie rozumiem ludzi którzy mając katar nie czują nic, i nie chce im się jeść. Ja jak slowo daję mam ochotę wtedy na wszystko. Pizza, a potem naleśniki z czekoladą, to tak na teraz. A potem jakąś ciabbatkę z warzywami i mozzarella...
Źle się czuję.
wtorek, 1 stycznia 2013
14.
Grzyb na każdej ścianie w mieszkaniu.
Włamanie prawie okno w okno do sąsiadów.
Kolejny raz bolące gardło.
Bakteria.
Leki, leki, leki... i potem znowu leki, leki, leki...
cały czas coś łykamy, czymś się smarujemy.
Pierwsza impreza sylwestrowa u nas, wypadła chyba okej, chociaż nikt nie ruszył mojej sałatki z porą, a co się przy niej napłakałam to moje, wszystko dla gości, no ale trudno.
Poszłabym na fitness, w końcu w mieście troche tego do wyboru jest.
Hobbit- mistrz!
Włamanie prawie okno w okno do sąsiadów.
Kolejny raz bolące gardło.
Bakteria.
Leki, leki, leki... i potem znowu leki, leki, leki...
cały czas coś łykamy, czymś się smarujemy.
Pierwsza impreza sylwestrowa u nas, wypadła chyba okej, chociaż nikt nie ruszył mojej sałatki z porą, a co się przy niej napłakałam to moje, wszystko dla gości, no ale trudno.
Poszłabym na fitness, w końcu w mieście troche tego do wyboru jest.
Hobbit- mistrz!
Subskrybuj:
Posty (Atom)